W rzeczywistości kilku domów – o minimaliźmie i sentymentach

„- To gdzie Ty teraz właściwie mieszkasz?

– W walizce.”  – zaczęłam w którymś momencie odpowiadać na to pytanie, zmęczona na samą myśl o tłumaczeniu po raz kolejny dlaczego zdarza mi się być w 3 różnych miastach w ciągu tygodnia i jak to możliwe, że jest to mój własny wybór, a nie najgorsza kara. Rzeczywiście, koczowniczy tryb życia nauczył mnie jak zmieścić najpotrzebniejsze rzeczy do darmowego bagażu Wizzaira, ale tak naprawdę daleko mi do Nomada z prawdziwego zdarzenia, z całym dobytkiem w małym plecaku. Minimalizm w podejściu do przedmiotów przychodzi mi z wielkim trudem, a przez to też bardzo imponuje. Szczerze podziwiam osoby, które potrafią ograniczać liczbę swoich rzeczy bez zbędnych sentymentów. Mnie sentymentalizm dopada przy każdych większych porządkach, a w czasie przeprowadzek i pakowania kartonów osiąga swoje apogeum. W czasie jednego wieczoru zdarza mi się wtedy wyrzucić wszystko , co nie jest niezbędne, wyciągać potem rzeczy z worków na śmieci, a w końcu spędzić godziny na wnikliwej segregacji co jednak zasłużyło na przewiezienie do nowego miejsca pobytu.

Pakując teraz kartony, po zaledwie czterech miesiącach od ostatniego razu, znowu zaczęłam sobie wyrzucać, że moja odpowiedź o mieszkaniu w walizce nie jest bliższa prawdy. Szczególnie, że miałam to szczęście wynajmować w pełni umeblowany i wyposażony pokój, do którego naprawdę mogłam wejść z jednym plecakiem. Byłoby prościej, szybciej i wygodniej.

Tylko, czy oszczędność czasu i trudu zawsze powinny być priorytetem? Czy może ważniejsze jest to, że przez ostatnich kilka miesięcy mogłam nazywać ten pokój domem?

Odkryłam, że częste przeprowadzki i kursowanie między miastami są dla mnie szczęściem, a nie udręką, właśnie dlatego, że nie mieszkam wyłącznie w walizce – mieszkam raczej wszędzie niż nigdzie. Wszędzie tam, gdzie spędzam choćby kilka miesięcy, gdzie przyjeżdżam nawet raz na dwa tygodnie, gdzie jestem „u kogoś” albo „nie na swoim”.  Urządzam, przestawiam, przywożę i gromadzę ulubione rzeczy, a dzięki temu oswajam przestrzeń i buduję dom. W każdym z tych domów czułam i czuję się inaczej, ale w każdym dobrze i bezpiecznie – nawet jeśli staje się później domem kogoś innego, a ja odwiedzam go po dłuższym czasie rozłąki.

Moi rodzice pomalowali kiedyś ściany w mieszkaniu na miesiąc przed zaplanowaną przeprowadzką. Bez sensu? Pewnie tak. Ale oni po wielu latach wciąż wspominają z radością czas spędzony na wspólnym malowaniu i skutek w postaci miesiąca w wymarzonym wnętrzu. Co wspominaliby, gdyby zachowali się sensownie? Zaoszczędzony czas? Zaoszczędzone na farbie grosze?  A może miesiąc wśród ścian, na które nie chcieli już patrzeć?

Czy sensownie byłoby, gdybym wyrzuciła teraz wszystkie niepotrzebne rzeczy? Chyba tak.

Czy zawsze musimy postępować sensownie? Chyba nie.

Wolę poświęcić kilka godzin na pakowanie rzeczy, które umilają mi codzienność, nawet jeśli zaprzecza to wszelkim zasadom oczyszczania przestrzeni wokół siebie.  A następnym razem, jak ktoś zapyta gdzie mieszkam, nie będę już oszukiwać, że w walizce – powiem, że w kartonach.

3 myśli na temat “W rzeczywistości kilku domów – o minimaliźmie i sentymentach

  1. Wychodzę z założenia, że minimalizm ma mi pomagać żyć wygodnie i komfortowo, zgodnie z naszymi potrzebami i możliwościami czasowymi. W związku z tym dobrze jest uporządkować przestrzeń do takiego poziomu, żebyśmy to my się dobrze czuli. Są różne wyzwania „Zostaw tylko 100 rzeczy osobistych”, ale to dla mnie byłaby sztuka dla sztuki. Pewnie z olbrzymim poświęceniem dałabym radę, ale po co? To ma czynić moje życie lepszym i przyjemniejszym, a nie upierdliwym 😉

    Polubienie

  2. Och ten kochany Minimalizm. Od kilku miesięcy bardzo staram się z nim zaprzyjaźnić. Dzień po dniu poświęcam na to 15 minut, żeby właśnie „odgruzować” swoje otoczenie. Przyznam, że nie zawsze mi się to udaje, dlatego zawsze chętnie na ten temat podczytuję. 🙂 Przeprowadzka jest świetnym momentem na takie podejście. Ja natomiast zaczęłam to rozumieć, kiedy zamiast zrywami robić wielkie porządki, gryzłam tego „słonia” po kawałku. Życzę wytrwałości, nie tylko Tobie ale innym i sobie. Pozdrawiam serdecznie. 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s