Miasto jak z obrazka

Schludne – to chyba pierwszy przymiotnik, jaki przychodzi mi na myśl dla scharakteryzowania Eindhoven. Urokliwe i równe domki z czystej cegły, odpowiednia proporcja zieleni i zabudowy, drogi i chodniki idealnie dostosowane do pieszych i rowerów. Nieduże, przyjazne i różnorodne architektonicznie dokładnie na tyle na ile trzeba. Gdyby było mieszkaniem, na pewno mogłoby trafić na okładkę katalogu o dekoracji wnętrz. Miasto „jak z obrazka”.

A jednak w czasie każdego kolejnego spaceru nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że czegoś w nim brakuje.

Szukałam w centrum i na obrzeżach, w 30-stopniowym upale, w deszczu i mrozie. Znalazłam jeszcze więcej przyjemnych terenów zielonych, jeszcze ładniejsze kawiarnie
i sklepiki, jeszcze ciekawszą post-industrialną architekturę. Wszystkie te wspaniałe znaleziska upewniły mnie tylko w niejasnym poczuciu niedosytu. Postanowiłam dać sobie spokój, dochodząc do wniosku, że przyzwyczajona do znacznie większych miast, odczuwam tak pewnie brak wielopasmowych ulic i wysokiej zabudowy.

Okazało się, że odpowiedzi wcale nie należało szukać w samym Eindhoven. Przyszła do mnie sama, w czasie wycieczki do oddalonej o niecałe 100 km Antwerpii. Wystarczyło kilka minut w tym przecież wcale niewiele większym mieście, żeby dotarło do mnie, że to nie o rozmiar chodzi. O co więc…?

O brud! W Eindhoven brakowało mi brudu.

Bynajmniej nie śmieci na ulicach – kilka miesięcy życia w Brukseli wystarczyło, żebym takiego widoku (i zapachu) miała dosyć na całe życie. Nie brudu wyprodukowanego przez nas – ludzi, różnorakich resztek naszej działalności. Brakowało mi brudu naturalnego i organicznego, chaosu tworzonego przez miasto i tętniące w nim życie. Nagle zobaczyłam go na obdrapanych kamienicach i nierównych chodnikach, w pustostanach z naderwanym szyldem i oknem zabitym krzywymi deskami. Mimo pięknej, zabytkowej architektury i niespotykanej ilości butików z designem i modą na kilometr kwadratowy, Antwerpia pokazała mi tez swoje brudne i ciemne zaułki. Swoje niedoskonałości, dzięki którym stała się dla mnie miastem „z krwi i kości”, a nie tylko z obrazka.

To pewnie niesprawiedliwie wobec Holendrów, którzy włożyli tyle pracy w porządek i estetykę Eindhoven. Przecież wyczyścili, wygładzili i ujednolicili według wszelkich zasad dążenia do perfekcji, której zazwyczaj oczekujemy.

Może więc to co idealne wcale nie jest najbardziej pożądane? Czy wiecznie goniąc za doskonałością nie zaprzeczamy instynktom, które ciągną nas do tego co naturalne, prawdziwe, a nawet trochę brzydkie? Czy upiększanie otoczenia ma swoje granice, których przekroczenie odbiera mu duszę?

Odpowiedzi na te pytania pewnie nie będzie już tak łatwo znaleźć. Ale poszukam – szukając jednocześnie odrobiny chaosu w Eindhoven.

Jedna myśl na temat “Miasto jak z obrazka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s