Wybory żywieniowe, czyli dlaczego nie zjem w Australii kangura

Dwa i pół roku temu postanowiłam nie jeść mięsa. Dość spontanicznie i na próbę, bez głębszego przemyślenia powodów. Te pojawiły się z czasem, na skutek rozmów, filmów i przemyśleń, które utwierdziły mnie w słuszności tej decyzji i pomagają trzymać się jej do tej pory konsekwentnie.

Nie jest to jednak post o powyższych powodach. Nie ośmieliłabym się streszczać w kilku punktach tematu, będącego przedmiotem obszernych opracowań popularno-naukowych i czysto naukowych badań. Nie jest to też post jednoznacznie namawiający do rezygnacji z mięsa (chociaż jeśli ktoś zmieni pod jego wpływem żywieniowe zwyczaje będę zachwycona, czekam wówczas na wiadomość!). Jest to jedynie zbiór moich przemyśleń o kilku problemach, które wydają mi się kluczowe w wielkiej światowej dyskusji o zjadaniu zwierząt.

ŚWIADOMOŚĆ

Od czasu rezygnacji z jedzenia mięsa uzasadniałam swój wybór niezliczoną ilość razy. Czasem niestety nie sprowadzało się do odpowiedzi na wyrażające zainteresowanie „dlaczego”, ale do odpierania ataków, tłumaczenia się i niemalże przepraszania. Chyba każda osoba będąca na diecie jakkolwiek innej od wszystkożernej jest przyzwyczajona do takich sytuacji i przygotowana na dociekliwe pytania. Odpowiedzi przychodzą naturalnie, bo decydując się na zmiany i rezygnację z określonej grupy produktów, dokonujemy zazwyczaj w pełni świadomego wyboru. Znamy swoje powody, ale znamy tez argumenty przeciw, możliwe skutki uboczne i potencjalne niebezpieczeństwa. Tak samo świadomy swojej diety powinien być każdy rozsądny mięsożerca. Nie twierdzę, że takich nie ma. Z moich własnych obserwacji i różnorodnych źródeł wynika jednak, że większość osób opiera się wyłącznie na stereotypowych założeniach, jak to, że białko zwierzęce jest nam niezbędne i już. Po pierwsze – nie jest to wcale tak oczywiste i jednoznaczne, po drugie – podejmując decyzję nie można pomijać wszystkich okoliczności dodatkowych. Nie chodzi przecież o to jaki wpływ na nasze zdrowie miałoby zwierzęce mięso w oderwanej od  rzeczywistości sytuacji. To właśnie obecna rzeczywistość ma tu znaczenie kluczowe, a na nią składają się powszechność tragicznego w skutkach chowu przemysłowego i prymatu mięsnego biznesu nad etyką.

Lobbing na rzecz diety czysto warzywnej byłby w moim przypadku hipokryzją, bo jem jajka i inne produkty odzwierzęce. Ale robię to świadomie i dlatego lobbować na rzecz świadomości mogę. Wiem, że łatwiej przymknąć oczy albo schować głowę w piasek, ale dlaczego w takim razie nie robimy tego w kontekście negatywnych skutków tytoniu czy alkoholu?

PRZYZWYCZAJENIE

Rezygnacja z mięsa była dla mnie stosunkowo łatwa – już jako dziecko cieszyłam się jeśli na obiad były naleśniki z twarogiem a nie kotlet. Może to kwestia moich kubków smakowych, a może potrzeb organizmu, ale od zawsze bardzo lubię rzeczy słodkie. A jednak nie tylko nie jem codziennie słodyczy, ale zdarza mi się też co jakiś czas zrobić sobie dłuższą przerwę od cukru. Nasze wybory żywieniowe to zawsze wypadkowa wyrzeczeń, upodobań i przyzwyczajeń.

Nie wiem ile razy spotkałam się z argumentem, że posiłek bez mięsa jest smakowo wybrakowany, ale dokładnie tyle samo razy udało mi się ten argument obalić. Kuchnia roślinna może być naprawdę smaczna i sycąca – nawet dla mężczyzn i sportowców. Chociaż robi się tez coraz bardziej popularna i dostępna, w menu większości restauracji pozostaje jednak opcją szczególną. Mięso jest w naszej kulturze zachodniej wszechobecne, bo było kiedyś symbolem bogactwa i dobrobytu. Europejczycy i Amerykanie spożywają go wielokrotnie więcej niż Azjaci, wyłącznie ze względu na tradycje i kulinarne zwyczaje. Co więcej, wyłącznie z tradycji wynika też, które zwierzęta zjadamy, a które trzymamy w domu i traktujemy jak przyjaciół.

Nie twierdzę, że tradycje te są bez znaczenia. Rozumiem, ze można lubić mięso i zawierające je potrawy. Nie rozumiem natomiast, dlaczego ma to być wystarczający argument dla jedzenia go w ramach każdego posiłku i uznawania za jedyny słuszny i sensowny wybór.  Zmiana  zwyczajów w skali społecznej to pewnie całe lata, ale w skali indywidualnej – nie więcej niż dwa tygodnie.

WPŁYW

Niezależnie od tego czy chodzi o jedzenie, segregację śmieci czy wspieranie organizacji charytatywnych, naczelny argument przeciw to pytanie „co to zmieni”. Przecież i tak nie zbawię świata, przecież ten kurczak już i tak nie żyje, przecież nie wyślę tego marnowanego jedzenia głodującym dzieciom… i tak dalej. Tłumaczenia tego typu można mnożyć, aż do wyczerpania społeczno-ekologicznych problemów. Kontrargument jest za to uniwersalny  – gdyby wszyscy tak myśleli, dalej żylibyśmy w świecie segregacji rasowej, kobiety nie miałyby prawa głosu, a palenie tytoniu byłoby uznawane za zupełnie zdrowe. Historia to jeden wielki ciąg przyczynowo skutkowy – zmiany polityczne wynikają z ekonomicznych, ekonomiczne ze społecznych, a te ostatnie z codziennych drobnych wyborów każdego z nas.
Im większy wpływ wielkich korporacji na gospodarkę, politykę i prawo, tym większe znaczenie tego jak głosujemy portfelami. A jednak podczas gdy nad krzyżykiem na karcie wyborczej zastanawiamy się tygodniami, zakupy wciąż robimy często na szybko, byle gdzie i bez przemyślenia. Tez robię to znacznie częściej niż bym chciała i doskonale wiem, ze możliwości czasowe i finansowe mają w tym przypadku ogromne znaczenie. Głosowanie portfelami ma jednak tę zaletę, że wyborów dokonujemy codziennie i wciąż każdy ma tak samo duże znaczenie. Każdy niekupiony kurczak to trochę mniejszy popyt i sygnał dla zmniejszenia podaży. To naprawdę prosty mechanizm, którego działanie dobrze obrazuje przykład prosto z Danii. Jajka z chowu ściółkowego i klatkowego cieszyły się tam tak małą popularnością wśród konsumentów, że sieci największych supermarketów wycofały je w 2016 roku ze sprzedaży.

Czy to kropla w porównaniu do morza problemów? Pewnie tak. Ale lepiej zbierać te krople niż czekać aż zaleje nas morze.

I właśnie dlatego na pewno nie sprawdzę w Australii jak smakuje burger z Kangura.

4 myśli na temat “Wybory żywieniowe, czyli dlaczego nie zjem w Australii kangura

  1. Świetnie to wszystko opisałaś. W obecnych czasach mięso to nie jedyny wybór jaki mamy, bo dzięki otwartym granicom jest dostęp do całej masy roślin, których aż wstyd nie spróbować. Z powodzeniem można uniknąć monotonii i komponować smaczne, sycące i zbilansowane posiłki bez mięsa. Uściski xoxoxo

    Polubienie

  2. Dużo też wynika z tego jak zostaliśmy wychowani, na jakiej żywności i co sobie wpoiliśmy. Kiedy powiedziałam mamie, że pewnego dnia zostanę weganką, powiedziała, że mi chyba odbiło. Mięsa zbytnio nigdy nie lubiłam, poza kurczakiem, więc myślę, że dosyć łatwo będzie mi się przenieść na wegetarianizm. Weganizm natomiast byłby początkowo torturą – szukanie zamienników mleka, jajek, sera itp. Ale chcę zrobić to wszystko dla siebie i dla mojego zdrowia. Uważam, że ;dieta roślinna; jest dużo zdrowsza, ze względu na to co słyszałam i czytałam. I szczerze mówiąc mam gdzieś co inni sobie o tym myślą – chcesz jeść mięso to jedz, nic mi do tego, tak jak tobie nic do moich wyborów zywieniowych – tak właśnie myślę i z tego powodu nie będę nawet wdawała się w dyskusje. Głównie by uniknąć tych idiotycznych argumentów, wynikających z niczego innego niż przyzwyczajeń i zamiłowania do mięsa, bo racjonalizm gdzieś się schował za rogiem.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s