W poszukiwaniu adrenaliny #2 – parę słów o lataniu

Kto jako dziecko nie marzył albo nie śnił o lataniu? Nie patrzył w niebo z podekscytowaniem, myśląc jak to było po prostu rozłożyć ręce jak skrzydła, poczuć się jak unoszące na wietrze piórko, poszybować nad chmurami?
Potem nadchodzi pierwszy raz w samolocie. Okazuje się, że można latać! Co prawda w wielkiej maszynie, ale czy to nie tym bardziej niesamowite? Fizyka fizyką, ale jak to możliwe? Pierwsze spojrzenie przez samolotowe okienko na malejące miasto, przypominające makietę z domkami z papieru, to prawdziwa burza emocji.
Potem nadchodzi rutyna. Latamy z nosem w gazecie, głową w codzienności, a nawet jeśli oko czasem wyjrzy przez okno, raczej dla estetycznych walorów widoków niż emocjonalnych przeżyć. Siedzenie w samolocie już ich nie dostarcza.

Na szczęście okazuje się, można z niego wyskoczyć.

Skydiving to najtrafniejsze określenie tej czynności, jakie można sobie wyobrazić. Bo chociaż to skok ze spadochronem, wcale nie o spadochron tak naprawdę w tym chodzi. Chodzi o te 60 magicznych sekund, kiedy spełnimy swoje dziecięce marzenia. Rozkładamy ramiona jak skrzydła i naprawdę lecimy! 60 sekund to długo. Na tyle długo żeby zdezorientowana głowa zorientowała się co się dzieje. Na tyle długo, żeby otworzyć oczy i zobaczyć. Więcej niż kiedykolwiek wcześniej przez jakiekolwiek okienko.

Skok ze spadochronem polecam jeszcze bardziej niż skok na bungee (zob. W poszukiwaniu adrenaliny), szczególnie tym, których mocno zżera strach. Chociaż wysokość jest nieporównywalnie większa (4km w przypadku spadochronu), skaczemy w tandemie, a opieka doświadczonej osoby daje poczucie bezpieczeństwa i ułatwia niezaprzeczalnie najtrudniejszy moment – rzucenie się w przepaść.

Skydiving z roku na rok zyskuje na popularności – w Australii skakać można aż w kilkunastu miejscach, z czego większość znajduje się na wschodnim wybrzeżu. Spośród wielu ofert zdecydowaliśmy się na Airlie Beach Skydivers, co okazało się świetnym wyborem. Wszystko przebiegło w bardzo miłej atmosferze i chociaż skok nie odbywa się bezpośrednio w mieście, nie obawiajcie się, że wywożą Was na australijskie pustkowie. Widok na Whitsunday Islands i tak będzie wspaniały, a podobno lokalizacja, którą Airlie Beach Skydivers wybrało na skoki, gwarantuje znacznie mniejsze zachmurzenie i lepszą pogodę niż sama miejscowość Airlie Beach.

Szukając ofert warto zrobić dobry research aktualnych promocji, bo duża konkurencja skutkuje walką cenową. Cenna rada – przed ostatecznym zakupem sprawdźcie ceny zarówno na komputerze jak i telefonie – niektóre oferty mogą być widoczne tylko na jednym rodzaju urządzenia!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s