Sydney czy Melbourne?

Co jest stolicą Australii?

Jeśli bez pytania Google ktoś wiedział, że Canberra, wygrywa ode mnie tytuł geograficznego mistrza. Ja większość życia tkwiłam w geograficznej ignorancji, wychodząc z założenia, że wielkość i popularność Sydney oznaczają automatycznie jego administracyjne „przywództwo”.

Wybierając miasto, które na czas work & holiday w Australii stanie się miejscem mojego względnie stałego pobytu, odkryłam że rywalizacja Melbourne vs. Sydney to nie tylko współczesne przepychanki w rankingach bycia cool.  Już w XIX wieku, kiedy Victoria oddzieliła się jako kolonia od New South Wales, a Melbourne raptownie rozwinęło w czasie gorączki złota, oba miasta wstąpiły na ścieżkę konkurencji. Najpierw o względy (i pieniądze) brytyjskiej królowej Wiktorii, a po powstaniu niezależnego państwa Australii – o funkcję stolicy. Melbourne pełniło ją tymczasowo, dopóki nie zakończono budowy Canberry – ulokowanego geograficznie pomiędzy nimi (i w środku niczego) miasta-kompromisu. No cóż, gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta. Chociaż problem stolicy został raz a dobrze rozwiązany, relacje pomiędzy Sydney i Melbourne wciąż można porównać do Krakowa i Warszawy. Niby żarty, niby stereotypy, ale lokalny patriotyzm kwitnie w obu miastach. No, może w Melbourne trochę bardziej – musi nadrabiać start z pozycji gorszej pogody i braku Opery.

Mimo, że kilka miesięcy w Australii wystarczyło, żebym podświadomie opowiedziała się już po jednej ze stron miejskiego sporu, w czasie obu moich pobytów w Sydney starałam się otwierać oczy i głowę oraz powstrzymywać od porównań. Obiektywnie muszę więc przyznać – można się w Sydney zakochać. Mniej europejskie, ale za to na wskroś australijskie, pachnące słońcem, piaskiem i słoną wodą. Z piękną naturą oplatającą wielkomiejską architekturę, z przestrzenią, oddechem i wakacyjną beztroską, równoważącymi pęd świata biznesu. A nad tym wszystkim króluje Ona. Opera, która w rzeczywiści przerasta pięknem sławę, którą ma na całym świecie. Bez niej Sydney nie byłoby takie jakie jest. Nie dziwię się, ze Melbourne ma przez nią kompleksy – z nią byłoby nie do pokonania.

Tips & tricks, czyli co warto wiedzieć przed pobytem w Sydney: 

  • Czas minimalny na zobaczenia miasta i jego okolic to trzy dni – tyle polecam przeznaczyć, jeśli Sydney to jeden z przystanków wyprawy wschodnim wybrzeżem. Jeden dzień można wówczas spędzić na zwiedzaniu miasta (np. z free walking tour), drugi wybranych plaż i parku narodowego w Manly , trzeci na wycieczce do pobliskich Blue Mountains.

IMG_1164.JPG

  • Niezwykłym i wartym swojej ceny doświadczeniem jest wybranie się na koncert, sztukę lub balet w Operze. Jest to też jedyny sensowny sposób na zobaczenie tej architektonicznej perełki od środka, gdyż cena samego zwiedzania jej wnętrza jest niewiele niższa od kosztów przedstawienia. Jeśli zależy nam na dobrych miejscach oczywiście lepiej kupić bilety wcześniej on-line, ale na większość wydarzeń można dostać je też w kasie bezpośrednio przed spektaklem.

IMG_1269

  • Opera Bar to obowiązkowy przystanek w Sydney, niezależnie od tego czy wybieramy się do Opery czy nie. Nawet dla unikających tłumów – w tym przypadku warto je przeboleć.

IMG_0720

 

  • Newtown i Darlington to dzielnice, w których można za to dobrze schować się przed turystami. Otaczające kampusy uniwersytetów, oddalone od wody i plaż, oferują najwięcej kawiarni, barów i sklepików, których nie powstydziłyby się najmodniejsze dzielnice Melbourne. Idealne na nocleg – szczególnie Airbnb.
  • Mimo, że Bondi Beach to plaża słynna i kultowa, w przypadku ograniczonego czasu polecam zrezygnować z niej na rzecz plaż w Manly. To ukochana dzielnica lokalsów, sprawiająca wrażenie małego niezależnego miasteczka, oddalonego o 30 minut podróży promem (droga lądowa jest dłuższa, a przede wszystkim nudniejsza). To królestwo luzu, japonek i surfingu, z domieszką elegancji klubów jachtowych. I najdroższymi nieruchomościami w całej Australii.

IMG_1230

  • Manly to świetne miejsce nie tylko na plażę, kolację i drinka, ale też na malowniczy bushwalk po Parku Narodowym. 10-km spacer nie jest bardzo wymagający, a za to gwarantuje pełen pakiet widoków – na ocean, miasto i australijską florę.

IMG_1211

  • Blue Mountains znajdują się ok. 2 godziny pociągiem od Sydney, przez co stanowią idealną całodniową wycieczkę dla zwolenników natury, widoków i aktywnego zwiedzania. Internet pęka w szwach od sugerowanych tras, ale zamiast poświęcać godziny na ich przeglądanie i wybieranie, można skorzystać z pomocy w punkcie informacyjnym na miejscu. Pomocni i mili pracownicy (nie powinno mnie to już dziwić) polecają trasy dopasowane do naszych oczekiwań, czasu i stopnia wysportowania.

IMG_2251

  • Lotnisko w Sydney znajduje się właściwie w centrum miasta i chociaż dojeżdża do niego szybki pociąg objęty kartami komunikacji miejskiej (Opal), koszt biletu jest absurdalnie wysoki ($17). Warto rozważyć więc taksówkę lub Ubera (szczególnie w kilka osób). Opcja dla wytrwałych w oszczędzaniu – dostać się Uberem tylko na kolejną stację pociągu. Wysoki koszt biletu z lotniska wynika bowiem z „opłaty specjalnej” przejścia przez bramki prywatnie zarządzanego, lotniskowego dworca.

2 myśli na temat “Sydney czy Melbourne?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s