Barszcz, wódka i łzy? Polska kuchnia w wersji eksport

Borsch, vodka and tears to popularna polska restauracja w Melbourne, znajdująca się na Chapel Street – jednej z najmodniejszych gastronomicznie ulic w południowej części miasta. Nie, wróć. Nie jest to polska restauracja, ale restauracja z polską kuchnią. A to duża różnica.

Do niedawna moje podejście do naszych kulinarnych tradycji było co najmniej sceptyczne. Oczywiście specjały od babci zawsze miały, mają i mieć będą szczególnie miejsce w moim brzuchu i sercu, zaraz obok twarogu, chleba i innych rzeczy które po prostu lubię. Sceptycznie podchodziłam jednak do idei polskiej kuchni, w której moje przysmaki wydawały mi się być wyłącznie przystawkami, tonącymi w tłuszczu, bigosie, wódce i łzach ronionych przez zgagę. Gościom z zagranicy zawsze zalecałam ostrożność, gdzie polskiej kuchni w Polsce próbują, a będąc za granicą nie zachęcałam do jej próbowania właściwie wcale. Wydawało mi się, że i tak nie byłoby gdzie jej spróbować, bo polskie restauracje i sklepy kojarzyłam tylko jako enklawy polskości, w których lokalsi stają się obcokrajowcami po przekroczeniu progu. Dużo innych rzeczy na temat też mi się wydawało. Na szczęście do niedawna.

Znowu to podróż na drugi koniec świata otworzyła mi oczy na uroki własnego podwórka (a właściwie tym razem talerza). Zainspirowana barszczem z wódką i łzami zaczęłam szukać – w samym Melbourne, w otchłani internetu i w zakamarkach własnej pamięci. Zdecydowanie nie był to ciężki i długi research. Może do Włochów czy Wietnamczyków jeszcze nam daleko, ale eksport polskiej kuchni naprawdę kwitnie. Od Nowego Jorku, przez Berlin do Australii. Od wersji premium po foodtruckowy street food.

W tej drugiej kategorii królują przede wszystkim pierogi. Tradycyjne, wegańskie, bez glutenu, z owocami morza albo czekoladą. Podobno przechodzą właśnie swój renesans , co mogę zdecydowanie potwierdzić na podstawie własnych obserwacji. Jeszcze trochę
i będą za granicą popularniejsze niż w Polsce – już teraz o food trucku Pierogi Pierogi to ja dowiedziałam się w Melbourne od koleżanki Australijki. Trudno się dziwić – skoro cały świat zajada się pierożkami chińskimi, dlaczego niby polskie miałyby wciąż chować się w lodówkach na mrożonki polonijnych sklepów?

Sama też uległam pierogowemu szaleństwu. W obliczu paniki co podać w Holandii wybitnemu szefowi kuchni, którego razem z moją liczbą mnogą zaprosiliśmy na niedzielne śniadanie, zdecydowaliśmy się na kuchenny patriotyzm. Po małych dyskusjach nad menu ostatecznie znalazły się w nim pierogi z jagodami, jajecznica z kurkami, kasza jaglana z owocami, serek wiejski ze szczypiorkiem i twaróg z dżemem z czarnej porzeczki. A do wszystkiego oczywiście razowy chleb (dobrą piekarnię w Eindhoven na szczęście mieliśmy sprawdzoną już wcześniej) i ogórki kiszone! Chociaż naszemu gościowi specjalnemu smakowało chyba wszystko, to nimi ekscytował się najbardziej – dobrze wpisują się w najnowsze trendy zdrowego żywienia i modę na ferment. No właśnie, skoro kombucha (japońska herbata ze sfermentowanych grzybów) robi furorę na świecie, dlaczego niby nie sok z kiszonych ogórków lub kapusty?

3 myśli na temat “Barszcz, wódka i łzy? Polska kuchnia w wersji eksport

  1. Aż mi zaburczało w brzuchu 🙂 🙂 Ja lubię polską kuchnię z tego względu, że można za niski koszt odżywiać się zdrowo. Nie to co, porównując do Stanów, żywienie się za miliony monet, jeśli chce dbać się o zdrowie w tej „sekcji” 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s