7 rzeczy, które trzeba zrobić po przeprowadzce do Holandii

Mamy przyjemność żyć w czasach, w których przeprowadzka do innego państwa UE niewiele różni się od przeprowadzki do Warszawy. Bilety na tanie linie lotnicze tańsze od tych na Pendolino, brak roamingu, a przede wszystkim brak formalnych ograniczeń co do pracy czy studiowania, minimalizują trudności życia na emigracji właściwie do zera. To, że można iść w Holandii do urzędu miasta i powiedzieć po angielsku „dzień dobry, ja tu teraz będę mieszkać, studiować i pracować”, nie jest jednak tożsame z równie łatwą i szybką adaptacją społeczno-kulturową. Holendrzy, jak wszystkie społeczeństwa, mają swoje zwyczaje, cechy szczególne i kulturowe dziwactwa, wynikające z tradycji, mody albo czynników tak niezależnych jak pogoda. Wiele jeszcze przede mną do odkrycia w tym temacie, ale wiele widać też na pierwszy rzut oka. Pora więc na kilka porad kulturowej adaptacji – co trzeba zrobić, żeby poczuć się w Holandii jak Holender?

  1. Kupić rower

To nie powinno dziwić – Holandia słynie z rowerowego szaleństwa, a piękna damka z koszykiem oparta o most przy kanale, to chyba pierwsze wizualne skojarzenie hasła Amsterdam dla większości osób. Rower nie tylko jednak warto kupić, żeby poczuć się jak Holender – rower po prostu trzeba kupić, żeby swobodnie przemieszczać się po mieście i nie być kompletnym dziwakiem. Na rowerze jeżdżą wszyscy, niezależnie od wieku, pory roku i pogody (patrz punkt 2.), a na pytanie „jak daleko jest z punktu A do B” każdy podaje czas potrzebny na pokonanie tej odległości rowerem. Uwaga praktyczna – im ładniejszy i nowszy rower, tym szybciej trzeba się z nim będzie pożegnać. Kupując używany nie tylko oszczędzamy, ale minimalizujemy też ryzyko kradzieży.

  1. Zmoknąć na rowerze

Może miałam do tej pory szczęście, a może Melbourne przyzwyczaiło mnie do czterech pór roku w jeden dzień, ale na razie nie odczułam „strasznej holenderskiej pogody”, przed którą wiele osób mnie przestrzegało. Mimo to, zdążyłam już zmoknąć na rowerze i na pewno nie był to ostatni raz. Stosowany przeze mnie do tej pory środek zapobiegawczy, czyli prewencja i czekanie aż przestanie padać, niebawem będzie już zbyt uciążliwy. Akceptacja moknięcia pewnie też przeminie wraz z latem i ciepłym deszczem. Pozostają dwa wyjścia – nauczyć się jeździć z parasolem albo zaopatrzyć w spodnie przeciwdeszczowe. Typowy holenderski strój, który na szczęście zdejmują z siebie po dojechaniu do pracy.

  1. Wyjść na taras

Nie, chodzi bynajmniej o kawę na balkonie we własnym domu. Wręcz odwrotnie – taras to synonim holenderskiej aktywności socjalnej. Terras to nasz polski ogródek, czyli stoliki na zewnątrz baru, kawiarni czy restauracji. Miejsce samo w sobie jest tu najmniej istotne – ludzie umawiają się po prostu na piwo na tarasie, a spędzanie czasu w ten sposób jest tak uwielbiane, że niektórzy wymieniają je nawet jako swoje zainteresowanie. Wszystkie ogródki, czy też tarasy, rzeczywiście pękają obecnie w szwach. Nie wiem jeszcze, co dzieje się gdy przychodzą mrozy – czy Holendrzy zapadają wówczas w socjalny sen zimowy, czy może przenoszą swoje zainteresowania w inne miejsce?

  1. Iść na festiwal

Ujmując inaczej – bawić się, świętować i imprezować gdy tylko znajdą się okazja i powód. Nie tylko wieczorem, a wręcz przede wszystkim w ciągu dnia.  Lato to sezon na muzyczne festiwale (głównie w wersji dziennej), ale zimą nadchodzi za to karnawał. Dwa dni oficjalnie wolne od pracy, oznaczają wielkie narodowe szaleństwo od piątku do wtorkowych ostatków. To, co się wówczas dzieje, widziałam na razie tylko na zdjęciach, ale już nawet w takiej formie robiło spore wrażenie. Jedno jest pewne – Holendrzy uwielbiają wychodzić, bawić się stadnie i bawić się dużo.

  1. Zagryźć haringa kibbelingiem

Narodowe podniebienia to zawsze jeden z moich ulubionych tematów i na pewno doczeka się dokładnych, oddzielnych obserwacji. Sam holenderski ser pewnie mógłby być przedmiotem kilkuletnich badań, bo patrząc na ilość i wielkość serowych stoisk na rynku, nie sądzę, żebym w rok dała radę spróbować wszystkiego. Popularność serów i stroopwafli to jednak coś, czego się spodziewałam. Kulinarna ciekawostka, która zaskoczyła mnie już po przyjeździe, to ryby. Konkretniej haring, czyli śledź i kibbeling, czyli dorsz w panierce. Ani śledź, ani dorsz, ani panierka, ani miejsce i sposób ich spożywania nie są jednak przypadkowe. Te dwa holenderskie przysmaki je się najczęściej w formie street foodu – na targach i marketach, zaraz przy stoisku rybnym. Śledzia na surowo, trzymając za ogon i odgryzając po kawałku, dorsza w małych kawałkach, obsmażonego na głębokim tłuszczu. Ważne jest oczywiście wszystko – od jakości ryby, po sposób jedzenia. W sobotę w porze lunchu, amatorzy ryb przewyższają na rynkach liczbę świeżych warzyw.

  1. Spóźnić się przez niejeżdżące pociągi

Pociąg to w Holandii drugi po rowerze najpopularniejszy środek komunikacji. W państwie, w którym w 2 godziny można dojechać właściwie wszędzie, wiele ludzi pracuje i mieszka w dwóch różnych miastach, przemieszczając się codziennie właśnie pociągami. Eksploatowana do granic możliwości sieć kolejowa dość często nie wytrzymuje tego obciążenia – pociągi spóźniają się albo po prostu nie jeżdżą na danej trasie przez kilka godzin. Niestety częściej niż rzadziej przyczyną są samobójcze skoki pod pociąg, co jest najczęstszą w Holandii formą odebrania sobie życia. Niezależnie czy właśnie z tej przykrej, czy z jakiejkolwiek innej przyczyny, argument spóźnienia przez spóźniony pociąg jest słyszalny naprawdę często. O dziwo, spotyka się on raczej z pełną akceptacją i pogodzeniem z losem, a nie frustracją jaką w Polsce wywołują jakiekolwiek opóźnienia PKP.

  1. Kupić butelkę

Na początku byle jaką – po prostu po to żeby tak jak wszyscy pić wodę z kranu, która jest tu naprawdę czyta i smaczna. Drugi etap wtajemniczenia to butelka Dopper, która powoli staje się tak typowym atrybutem Holendra jak rower. Nigdy jeszcze nie spotkałam się z tak silną narodową modą na jeden produkt i przyznaję, że nie udało mi się jeszcze tej mody zrozumieć. Butelka ma wygodną pojemność (400 ml), ciekawy kształt, a część jej wartości przeznaczana jest na zapewnienie wody pitnej w Nepalu, ale to wciąż nie wyjaśnia mi jej fenomenu. Może zrozumiem, kiedy stanę się jej właścicielką. Na razie etap kulturowej adaptacji jeszcze przede mną.

Jedna myśl na temat “7 rzeczy, które trzeba zrobić po przeprowadzce do Holandii

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s