Kiedy najlepiej jechać do Holandii, czyli o KARNAWALE.

Środek lutego to pod wieloma względami jeden z najgorszych momentów na weekendowy miejski wypad w Europie. Zimno, ciemno, najczęściej deszcz albo śnieg w twarz… Każdy, kto kiedyś próbował zwiedzać w taką pogodę pewnie dobrze wie, że kończy się to na odkrywaniu gastronomicznej mapy miasta i przemykaniu jak najszybciej z jednego wnętrza do drugiego. W ostatni weekend karnawału w Południowej Holandii z tym przemykaniem mógłby być problem – tłum na ulicach skutecznie to uniemożliwia.

To, że Holendrzy uwielbiają bawić się i świętować można zauważyć w każdy weekend (więcej pisałam o tym tutaj). To, do czego są zdolni pod względem zabawy i świętowania można naprawdę zrozumieć dopiero w czasie Karnawału trwającego, według polskiego kalendarza, od piątku po Tłustym Czwartku, do wtorkowych Ostatków (lub też Śledzika) włącznie. Z perspektywy holenderskich obchodów, nasze przed-Wielko-Postne święta aż wstyd nazywać świętami. Może i objadamy się cukrem i tłuszczem, może i wychodzimy mniej lub bardziej chętnie na przebierane imprezy, ale daleko nam do ustanowienia dni wolnych od pracy, zamknięcia szkół, zablokowania ulic i tłumnego wyjścia na ulicę w przebraniach szykowanych wcześniej tygodniami. W południowej Holandii Karnawał to jedne z ważniejszych dni w roku – wyczekiwania kulminacja narodowej miłości do przaśnej tanecznej muzyki, piwa i aktywnego życia towarzyskiego.

Tym, co najbardziej zaskakuje jest powszechność i wielopokoleniowość karnawału. Gdy już otrząsnęłam się z szoku po pierwszym wyjściu z domu w sobotę i zaczęłam widzieć, a nie tylko patrzeć, na myśl przyszły mi poznańskie juwenalia kilka lat temu z paradą studentów w sukniach ślubnych z lumpeksu, strojach Borata albo hand-made kartonowym stroju Game Boy’a. Tutaj też widziałam stary telewizor na głowie, stroje ludowe o falbankach wszelakich, całe zoo w wygodnych onzies (zdecydowanie najpopularniejsza i najłatwiejsza opcja), ale też standardowych piratów, pielęgniarki, czerwone kapturki, aniołki, diabełki, wróżki i czarownice. Nie byli to jednak pijani studenci – tych było właściwie najmniej. Były całe rodziny, babcie na wózkach, dzieci i emeryci. Przebrani co do jednego. Od soboty do wtorku. W deszczu i w słońcu. Od wczesnego po południa do ostatnich kropli piwa.

Warto więc przyjechać do Holandii w lutym. Ważna uwaga – do Holandii Południowej, czyli Den Bosch, Eindhoven, Maastricht i okolic. O dziwo, w północnej części kraju, np. w Hadze czy Amsterdamie, karnawałowe obchody się nie przyjęły. Pewnie odpoczywają po sierpniowym Pride i zbierają siły na kwietniowy Dzień Króla.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s